Froum "Tak Chcę Żyć" czeka na Twój głos:) 2010-07-08

13 grudnia strona http://takchcezyc.pl pojawiła się w internecie. Za kilka dni minie 7 miesięcy.


Nie jest to jednak czas na podsumowania, a najlepszy moment, by zaprosić Cię do rozmowy.


Drzwi do Forum "Tak chcę żyć!"


Forum "Tak chcę żyć!"


Pomysł założenia Forum pojawił się już w chwili powstania strony, ale na wszystko jest najlepszy czas. Mam świadomość, że wielu rzeczy jeszcze nie wiem i na wszystkim się nie znam. Tym bardziej nie jestem w stanie wszystkim pomóc, dlatego najlepszym sposobem na dokonanie nowych, życiowych odkryć, będzie wspólna rozmowa, dyskusja, dzielenie się na stronie Forum "Tak chcę żyć".


Mam nadzieję, że wiele osób stanie się tu większym od swoich problemów, nauczy się z pomocą innych je rozwiązywać i pokona to, co do tej pory wydawało się nie do przejścia.


Dziękuję jednocześnie Aleksandrze, z której pomocą udało mi się w tak krótkim czasie przygotować wszystko i która wraz ze mną zajmuje się zarządzaniem forum.


 


Jeśli tylko masz czas, zapraszam.
Forum "Tak chcę żyć!" stoi przed Tobą otworem.




Piotr - odkrywca




Sam wybieram tych, których spotykam na drodze. 2010-05-27

Nie istnieją przypadki. Nie w moim życiu.


Wciąż się powtarzam i piszę o tym wszędzie, wiem, ale każdego dnia nieprzypadkowych spotkań, zbiegów okoliczności jest coraz więcej. Im więcej siebie wkładam w to, co robię i wypełnia mnie pozytywna energia, tym częściej spotykam ludzi o podobnym marzeniach, planach, celach i pragnieniach.


Piszą, że też marzą o domu z drewna nad jeziorem, marzą - podobnie jak ja - by mieć turbinę wiatrową. Ja marzę o jednej, oni o całej wiatrowej wiosce.
Marzą o własnej firmie, która pozwoli im stanąć na nogi i poczuć wolność myśli, pragnień, szalonych zakupów. Ja też o tym marzę.


Im częściej rozmawiam o marzeniach, tym więcej się ich pojawia.
Wczoraj zrealizowałem pomysł na galerię marzeń, a dziś już galeria zapełniła się zdjęciami. Jest jeszcze sporo miejsca. Możesz zajrzeć, o czym marzą inni. Możesz podzielić się swoimi marzeniami. Znajdziesz ją na Stronie Spełnionych Marzeń:))


Zobaczysz, jakie to niesamowite oglądać ludzkie marzenia. To zaraźliwe, bo za chwilę sam zaczniesz szukać zdjęć, które choć trochę podobne będą do tego, o czym marzysz.


 


O czym marzysz? Czego pragniesz? Co robisz, by to wszystko się spełniło? Jeśli jeszcze nic, zacznij od obrazów, zdjęć, rysunków. To dobry początek i paliwo do przyszłych działań na rzecz realizacji tego, co czeka na zaistnienie.


 


Piotr - odkrywca


http://marzenie.takchcezyc.pl


Doceń to, co masz. 2010-04-30

Nie ten jest biedny, kto ma mało, lecz ten, kto pragnie więcej – powiedział ktoś bardzo mądry, choć w tej chwili nie pamiętam go z imienia.


Zanim zapragniesz więcej, zobacz, co masz i doceń to. Bo jeśli Ci się to uda, to bądź pewien, że dostaniesz jeszcze więcej. Wdzięczność i radość z życia, to najlepszy magnes na wszystko, o czym można marzyć.


Wiem, że nie wszystko jest łatwe do zauważenia i określenia jako dar, za który warto być wdzięcznym. Możesz stworzyć własną listę o podobnej, dającej do myślenia budowie i treści. To, tylko miało skłonić Cię do refleksji.


Kiedy docenisz to, co już masz, żądza posiadana czegoś innego, powoli zacznie maleć. Wdzięczność ma ogromną moc uzdrawiania. Ciało przepełnione wdzięcznością o wiele szybciej wraca do zdrowia, sytuacje zaś dotąd zawiłe, zaczynają układać się w sposób jak najbardziej dla nas pomyślny, a uczucie bycia człowiekiem bogatym już nie jest takie obce.


Jeśli jeszcze nie próbowałeś, zacznij stosować zasadę wdzięczności wobec wszystkiego, co spotyka Cię w życiu. Od dziś rozpoczynaj i kończ swój dzień od podziękowań. Poczuj całym sobą wdzięczność, która graniczy z euforią. To jak przy wygranej na loterii. Mając zdrowe nogi, ręce, umysł, oczy, które czytają teraz te słowa, jesteś człowiekiem o wiele bogatszym od tych, którzy tych darów nie mają. Nie znaczy to jednak, że nie mają innych. Mogą mieć ich całe mnóstwo, i tak jest w większości przypadków. Mają oni zresztą o wiele więcej świadomości swoich bogactw, niż niejeden zdrowy na ciele człowiek. Nie mieć rąk ani nóg i tryskać przy tym niesamowitą i szczerą radością, pociągając do życia z pasją innych ludzi, to niesamowity dar i sztuka. Jeśli dane Ci będzie spotkać choć jedną z takich osób, przekonasz się, o czym mówię i już nigdy nie będziesz narzekał, że czegoś Ci brak. Nigdy.


 


Doceń to, co masz, póki to masz. Nie prowokuj losu i ludzi, by Ci to odebrali. Nie szastaj na prawo i lewo pychą, graniczącą z arogancją wobec życia, przyrody, czy spotkanych na drodze ludzi.


Wdzięczność nic nie kosztuje. Otwiera za to na nieograniczoną radość życia i szczęście płynące z każdej chwili.


Niech Ci sie to uda. Niech takie będzie Twoje życie.


 


Piotr - odkrywca


http://takchcezyc.pl



Póki wiesz, ile jesteś wart... 2010-04-26

Dzień - co kryje się za tymi kilkoma literami? To cud oddechów, tysięcy mrugnięć oczu, grymasów twarzy, kropli życiodajnej wody.

Kiedy otwierasz rano oczy, zaczyna się Twój dzień. Czy jest on wpadnięciem do zimnego oceanu problemów, czy może do orzeźwiającego jeziora marzeń, planów i możliwości?

To pierwsze spojrzenie i otwarcie się na światło.

Co jest pierwszym kadrem filmu, którego nie sposób zatrzymać nawet na chwilę, w ciągu całego dnia? Biały sufit? Praca, do której musisz iść? Stos obowiązków, których nie podjąłeś się poprzedniego dnia? A może sam nie wiesz, co to za obraz, bo nie masz pojęcia, po co właściwie się obudziłeś?

Chyba, że jest zupełnie inaczej.

Otwierasz oczy i… rozglądając się po pokoju, przypominasz sobie, że przecież dziś masz cały dzień, by zrobić wszystko, co tylko możliwe, by Twoje marzenia się spełniły. Od razu usta układają się w pięknego, „dojrzałego banana”, z oczu lecą iskry zacięcia i pasji, słyszysz bicie serca, które wyrywa się do życia, działania, zrobienia czegoś niesamowitego i twórczego.

Czy wiesz, jak wygląda Twój uśmiech? Widziałeś kiedyś siebie w lustrze, w chwili, gdy Twoja twarz, oczy, skóra, usta, nawet włosy, wszystko to się śmieje? Bo uśmiech, to nie tylko sprawa ust. Kiedy śmiejesz się tylko ustami, tak naprawdę grasz jedynie w reklamie radości i to grasz słabo, bez przekonania. Nikogo takim „ustnym” śmiechem nie zarazisz.
Widziałeś swój uśmiech? Jeśli nie, to najwyższy czas to zrobić. Nie można całe życie uśmiechać się, samemu nie wiedząc, jak niepowtarzalny i… śmieszny to widok. Każdy bowiem śmieje się inaczej. Twój uśmiech też jest wyjątkowy, tak samo jak Ty i Twoje życie.


Umysł otwarty, uśmiech w kształcie „banana”, oczy promienne, nogi odbijają się od łóżka i… dotykam „twardej rzeczywistości mojego życia”. Bagaż, który jest konsekwencją opartych na lęku decyzji kilku ostatnich lat, zaczyna ściągać mnie w dół tak, że omal nie spadam z łóżka na twarz.
Nie, nie spadłem. Podparłem się „bananem”, który na chwilę „odczepił się” od twarzy w akcie desperackiej ucieczki przed tym, co może wysypać się z plecaka. Fakt, jest tego sporo i nie powiem, że tego nie widzę.
Bagaż jednak, prócz ciężaru, który sprawia, że nogi momentami stają się jak z waty, nie przeszkadza w patrzeniu przed siebie. Mam oczy pełne światła i serce wypełnione wiarą w powodzenie, nadzieją na udany dzień i pewnością, że choćby nie wiem co, poradzę sobie dziś ze wszystkim.


Jeśli wiesz, dokąd zmierzasz, nawet najcięższy bagaż doświadczeń, nie jest w stanie powalić Cię na ziemię, nie pozwalając się podnieść.

Pamiętaj – żaden, dopóki wiesz, co jest celem Twojego życia, póki wiesz, co jest Twoim życiem i jak wiele jesteś wart…




Dalszą część znajdziesz w mojej książce, o której więcej na takchcezyc.pl

Pozdrawiam,

Piotr




Na przekór 2010-04-25

Wciąż przychodzą mi ostatnio na myśl utarte szlaki, po których biega mój umysł. Ścieżki wydeptane przez pokolenia, stały sie z czasem moimi. Kiedyś myślałem, że innych nie ma i nie może być. Bo te były od zawsze i wszyscy (tak mi się wydawało,że wszyscy) nimi chodzą. Z biegiem lat jednak, coś zaczęło mi nie pasować. Czemu te ścieżki są tak nielogiczne i ponure.Zamiast ułatwiać mi wędrowanie, pełno na nich różnych śmieci, rupieci, zwalonych drzew, głazów, dołów,pułapek.Wszystko, by człowiekowi życie uprzykrzyć. Kto to wymyślił ?


O czy mówię? O przekonaniach, które na każdym kroku ograniczają moje życie, rozwój, spełnianie marzeń i osiąganie celów.


Szczęście. Czemu to coś jak towar spod lady w czasach komunizmu? Kto wymyślił,że szczęście to jak znalezienie czterolistnej koniczyny. Znajdziesz - masz szczęście. Czemu nie odwrotnie. Szczęście to jak koniczyna z trzema listkami. Jest jej przecież pełno. Po co sobie życie utrudniać. To nowe przekonanie i nikt nie zabroni mi go przyjąć za swoje:))


Wczoraj już o tym pisałem u siebie na takchcezyc.pl więc nie będę się powtarzał. Ale to jeden z absurdów.


Inne? Kiedy czujesz się szczęśliwy, to nie możesz sie cieszyć pełną "gębą", bo zobaczysz, ono nie trwa długo. Jak jest szczęście, to na pewno zaraz się coś popsuje. Tak, jeśli tak założysz i tak będziesz myślał, to tak się stanie. Twoje życzenie jest jak rozkaz. Czy dostając zabawkę, zamiast cieszyć sie nią, martwiłeś się,że się zaraz zepsuje, albo ktoś Ci ją zabierze, rodzice oddadzą do sklepu, zostanie zniszczona przez kolegę z którym się bawiłeś? Nie. Ty po prostu cieszyłeś się na całego tym, co trzymały twoje małe ręce. Nie myślałeś jak pokręcony dorosły, który woli uniknąć rozczarowania i już na samym początku przewiduje katastrofę we wszystkich, co przez chwile zaświeciło kolorami tęczy.


Warto uczyć sie od dzieci. One często (choć nie zawsze) są jeszcze nieskażone myślami o utracie szczęścia i radości. Żyją w tej chwili i cieszą sie tą chwilą. I o to w życiu chodzi. To co mam. Wyczekuję tego co najlepsze.


Umieć docenić i naprawdę ucieszyć sie tym, co mam teraz, nie myśląc, że za chwile mogę to stracić, to sztuka życia w wolności. Pozwalam zdarzeniom i rzeczom istnieć w tym czasie,w  którym sie pojawiają, nie zatrzymując ich na siłę. To umieć wycisnąć z tech chwili radość cały sok, całą słodycz i nie płakać kiedy pojawi się coś innego. Z cytryny też można zrobić lemoniadę - nie musisz pić samego kwaśnego soku.


Zaczynam tworzyć swoje przekonania. Te, które będą mi służyć, a nie niszczyć kolejne dni mojego życia. Moje życie po moich ścieżkach będzie się toczyć, póki mam możliwość takiego wyboru. A mam, dopóki żyję:)


Co zrobić gdy...? 2010-04-08

Czy przezywali Cię kiedy byłeś dzieckiem? Może sam też innych przezywałeś...
Co zrobić w sytuacji, inne dziaciaki przezywają Twoje dziecko? Iść na skargę to ich rodziców?
Okrzyczeć przezywające dzieci? Zakazać zabawy z niesfornymi "potworkami" sąsiadów?

Problem dotyczy chyba każdego podwórka.
Ale jak go rozwiązać? Czy to w  ogóle możliwe?
Dziś przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Może to nie rozwiązanie, ale coś co może przynieść chociaż jedną korzyść.
Kiedy ktoś wymyśla wierszyki na Twoje dziecko, nie uciekaj od tych wierszyków. Weź je na tapete, analizując ich treść.Zrób to razem z dzieckiem. Zobaczcie oboje, o czym  tak na prawdę są te głupawe rymowanki?

Czemu to ma służyć? 
Pokazaniu ile jest w tym prawdy.Nie wszystkie przezywanki sa nieprawdziwe. Niekóre opierają sie na jakim fakcie z życia dzieciaka, reszta jest dodatkiem mającym go upokorzyć i ośmieszyć.
Ale rozmawiając o tym, może zobaczyć, czy naprawdę jest z czego sie śmiać. Co można zrobić, by prawda z obraźliwego zlepku słów nie była czymś, czego dzieciak musi sie wstydzić?
To też sposób umocnienia w dziecku jego poczucia własnej wartości. Pokazanie, że słowa, którymi zostało obdarowane przez "życzliwych"kolegów, tak naprawde nie mają z nim nic wspólnego. Bo on jest zupełnie inny. Więc najzwyczajniej w świecie sie pomylili. To nie ten adres. To nie do mnie ta gadka. To nie o mnie mówicie, i nie mam zamiaru tego komentować.

To kilka moich przemyśleć w związku z zaistniała dziś sytuacja na moim podwórku. Nie  dotyczyło do mojego dziecka, ale jeśli by tak było, myślę , że spróbowałbym do tego podejść właśnie w taki sposób.
Może są inne. Nie wiem.
Nikt nie lubi być przezywanym. Ja też nie cieszyłem się, gdy słyszałem różne przezwiska. Trudno przejść obok nich obojętnym. Chyba że sie ma mądrych i mocnych w poczuciu własnej wartości rodziców, którzy potrafią zaszczepić to również w swoich dzieciach:))


Piotr


http://takchcezyc.pl


Ciche dni 2010-03-27

Czemu się obrażasz? Czemu chodzisz w stanie cichej wojny? Dlaczego każesz innym płaszczyć się, byś raczył się w końcu odezwać?

Nigdy nie rozumiałem takiego zachowania, które znałem z najbliższego otoczenia.
Ciche dni - wiesz co to takiego?
Bezsensowne zachowanie jednej z dwóch osób, które żyją ze sobą pod jednym dachem. Jedna się o coś obraża i nie odzywa się do drugiej. Dodatkowo nie chce jeść, unika spotkania, szuka każdej okazji by ulotnić się z domu.
Porażka. To dla mnie totalny brak odwagi i jednocześnie ogromne zadufanie w sobie.

Czy jednak ktoś, kto ma właściwe poczucie swojej wartości tak się zachowuje? 
Raczej nie.
Wczoraj był mały zgrzyt między naszymi dwom połówkami. Taka mała wymiana zdań.
Pierwsza moja reakcja to uniesienie i w myślach stwierdzenie: jak ona tak  mogła mi powiedzieć?
Po chwili zastanowienia i przyjrzenia się jeszcze raz całej sytuacji jak na filmie, zobaczyłem, że moje zachowanie też nie było najciekawsze.
Pouczanie inny, by nie robili czegoś, czego według mnie nie powinni, to taka moja mała słabość. A to nie zawsze jest miłe dla innych.

No ale ona się tak do mnie odezwała!!!
To co, cicha wojna? Ciche dni?

Po następnej chwili przyszła refleksja, że to ja przecież kieruję swoimi uczuciami i nie zamierzam dać sobą pomiatać jakiemuś urażonemu poczuciu dumy.

Przecież miłość i jej sposoby wyrażania jest o wiele ciekawsza. Zwłaszcza że dość dobrze znam tę moja drugą część, której nie jest tak łatwo ze mną być, bo sam nie jestem bez wad. Uśmiechnąłem się sam do siebie i wróciłem na ziemie - bo wcześniej duma mi na to nie pozwalała, unosząc mnie jak balon tuż przy suficie.

Ciche dni - jedna z najgorszych opcji rozwiązywania konfliktów. O ile w ogóle można ją nazwać jakąkolwiek metodą.

Warto wybierać uczucia. To naprawdę możliwe. Wszystko zależy od tego, na czym naprawdę nam zależy. A właściwie na kim. Bo jeśli wybierzemy osobę, a nie napompowane ego, to będzie to jeden z najlepszych wyborów w naszym życiu

Piotr - odkrywca
takchcezyc.pl


Ile tego było? 2010-03-22

Ostatnio częst zastanawiam się, jak wiele moich decyzji, podejmowanych było pod wpływem strachu o siebie. Strach, jak to kiedyś u siebie pisałem, jest cieniem naszego życia. I albo nauczymy się z nim żyć, wykorzystując dawane nam sygnały ostrzegawcze dla własnego rozwoju i bezpieczeństwa, albo też poddamy się pod jego kontrolę i wszystko naznaczone będzie jego piętnem

"Strach ma wielkie oczy" - to powiedzenie jest bardzo mądre. Czemu te oczy są takie wielkie, jak u babci Czerwonego Kapturka?
Bo w strachu widzę więcej, niż jest w rzeczywistości. Te nienaturalnie wybałuszone ze strachu oczy, mają nienaturalny zakres postrzegania rzeczywistości. Większość tych lękowych wizji się nie sprawdza.
Po pierwsze dlatego, że są wyolbrzymione.
A po drugie - bo ze strachu nie decydujemy się na podjęcie decyzji, z którą wiąże się lęk.

Słaba wiara we własne możliwości, zdolności, mądrość, umiejętności i zbyt wielkie przekonanie, że najważniejsza jest opinia innych ludzi o nas i naszym życiu.
Od dziecka wpajane jest przekonanie, że trzeba być zawsze najlepszym. Zła ocena w szkole "nagradzana" jest krzykiem, biciem, albo szlabanem na wyjścia. A to przecież tylko mała porażka, lekcja, na której można wiele się nauczyć.

Cieszę się, że coraz więcej absurdów wiedzę w życiu i mogę bardziej świadomie wybierać, uwalniając się powoli z przekonań, które wcale mi nie służą i nigdy  mi nie służyły. Teraz jednak mam dość siły, by je zmienić. Mam dość odwagi, by szala przeważyła na stronę wiary we własne możliwości, własną wartość, niepowtarzalność, wyjątkowość.

"Jestem wystarczająco mądry i dostatecznie ważny by wpływać na życie innych ludzie"

Można te słowa wykorzystać w złym celu, ale ja akurat wziąłem je sobie od Harva Ekera, by odkrywać każdego dnia bogactwo, które mam w sobie. Jeśli tego nie docenię, zabiorę je ze sobą do grobu, kierowany fałszywą skromności, pokorą, lękiem przez byciem uznanym za przemądrzałego.
A to przecież nieprawda. Gdyby każdy tak się krył w sobie, to  nie byłoby dziś co czytać, nie miałby kto prowadzić warsztatów, szkoleń, wykładów na uczelni.
To nie chęć wywyższania kieruje mną, a chęć dzielenia się doświadczeniem swojego życia, mądrości, której każdego dnia przybywa dzięki tym, którzy zechcieli się nią podzielić pisząc książki, czy blogi.
Nie przyszedłem na ten świat by wegetować, ale by krzyczeć jak wspaniałe jest życie!!!
Tak, że gardło będzie boleć. Tak, że usłyszy to mnóstwo ludzi, schowanych w swoich lepiankach strachu i wygodnej pokory.
Każda chwila jest dobra do tego, by stać się mądrzejszym podejmując trudne decyzje. Nie mam 100% pewności co do tego, co wybieram w danej chwili, ale też nie o to przecież w życiu chodzi, by być nieomylnym.
Nawet papież się myli, choć przypisuje się jego naukom status nieomylności. Mylić się jest rzeczą ludzką. Uznać to  - to jest prawdziwa pokora. To jest mądrość. Nie ten silny, kto nigdy  nie upadł, ale ten kto po każdym upadku miał odwagę się podnieść.

Lęk jest lampką pokazującą, gdzie jest coś nie tak we mnie. Daje mi znak, żebym bardziej się skoncentrował na danej chwili, na decyzji. Bym mocniej oparł się na wierze w swoje możliwości i na przekonaniu, że nigdy nie jestem sam. Wreszcie strach testuje mnie, jak bardzo zależy mi na tym, czego się boję. Jak bardzo jestem zdeterminowany, by to zdobyć, osiągnąć, ile jestem w stanie poświęcić.
Najczęściej trzeba poświęcić jedynie trochę swojej dumy i przewrażliwieniu na swoim punkcie.
Gdybym częściej śmiał się z siebie i do siebie, łatwiej byłoby podejmować naprawdę dobre decyzje.

Zostawiam Cię z tą burzą moich przemyśleń i mam nadzieję, że decyzję, które będziesz podejmował staną się dla Ciebie okazją do zdobycia jeszcze większej mądrości, doświadczenia, siły ducha i umysłu.

Piotr - odkrywca
http://takchcezyc.pl


O wytrwałości i o tym, co dla mnie ważne. 2010-03-17

Dziś czytałem o wytrwałości. To trudna umiejętność. Ale co znaczy trudna dla kogoś, kto naprawdę czegoś chce:) ? To tylko trochę więcej wysiłku, pracy - która często jest też przyjemnością. Dla niektórych do coś nie do przejścia.
Tak na marginesie. To ciężkie jest życie ludzi, którzy nie mają żadnego konkretnego celu. Takie życie jest chyba też smutne. Może na zewnątrz jest sporo zabawy, ale gdzieś w środku duch domaga się celu i sensu dla życia. Kiedy nie masz celu, wtedy  zapychasz czas czym się da. Wszystko jest też problemem, nie do przejścia, a jeśli już zabierasz się za przechodzenie przez ten pagórek problemów, to więcej się nastękasz, niż to wszystko warte.
Nie mogę się nadziwić, że mogłem kiedyś taki być. A byłem. Co więcej. Kiedy coś trzeba był zrobić, ja się do tego zastrajałem, zabierałem parę dobrych godzin, mówiłem, że trzeba zrobić, ale sporo czasu mijało, zanim zabrałem się za coś konkretnego - o ile w ogóle się zabrałem.
Kiedy dziś widzę człowieka, który mówi: trzeba by to zrobić. Muszę się za to zabrać. To znając go już trochę, wiem, że i tak tego nie zrobi. Taki typ. Będzie się zastrajał.
Kiedy dziś na słowa, że "będę musiała posprzątać w tej szufladzie, ale to muszę się za to zabrać" - ja powiedziałem. No, to nie taka duża robota. Chwila moment, 15 minut i będzie zrobione. - usłyszałem: chciałabym do wszystkiego podchodzić tak jak ty.
W czym problem,- powiedziałem. Trzeba tylko to zrobić.

Od jakiegoś już czasu, jeśli pojawia się coś do zrobienia, choćby najmniejszy drobiazg, wstaję - jeśli ta czynność akurat tego wymaga:) - i robię to. Sprawa zakończona.
I jest dużo łatwiej, więcej czasu, więcej zadowolenia z wykonanej pracy, która tak naprawdę wielka wydawała się tylko wtedy, gdy się o niej mówiło albo myślało.

Wytrwałość - bo o niej miałem pisać, ale tak jakoś poleciałem na pobocze. Czytałem, że jest ważna, że trudna, ale że to jedna z podstawowych cech ludzi, którzy wiele w swoim życiu osiągnęli. Oni wiedzieli czego chcą. Widzieli jasno cel swojego życia. a wtedy.... Wtedy jest trochę łatwiej, choć nie bez trudności, bez wysiłku,bez zaciskania zębów i łamaniu swojego lenistwa i bylejakości.

Jak jest ważna, doświadczam niemal każdego dnia, kiedy od kilku miesięcy robię coś, co dopiero zaczyna kiełkować. Owoców nie wiedać, z pogodą ducha różnie, ale widzę cel. Wiedzę dom marzeń, spełniające się pragnienia, pojawiające się znaki, które jak droga mleczna wskazuję kierunek wędrówki w ciemne nocy zniechęcenia.
To, że jest nieraz trudno, nie znaczy, że nie sprawia mi to radości. Cenie sobie te najmniejsze, te lepsze niż poprzednio poranki, udane godziny dnia, kiedy sprawnie zamknąłem kilka zadań zaplanowanych w poprzedni dzień.
Nie udało mi się zamknąć wszystkich punktów od tygodnia, przepisuje je na następny dzień, ale myślę,że się wyrobię i w końcu osiągnę swoje 100%
Na razie dziękuję za możliwości, które się pojawiają i z którym mogę korzystać. I korzystam, bo to Dar, a dary są po to , by sie nimi cieszyć. Cieszę się i wyczekuję następnych.

Kiedy otwierasz się na życie, pokazując jak bardzo zależy Ci na marzeniach, pragnieniach, celach, wartościach; kiedy w to, co robisz wkłądasz całego siebie, całą miłość jaką masz w sercu i mądrość, którą masz w umyśle, wtedy życie również otwiera swoje ramiona i skrzynie z tym co cenne: ludzie, zdarzenia, słowa, pomysły, radości i budujące myśli.

"Otwieram się i pozwalam by zawsze działo się to co dla mnie najlepsze."


 


Piotr


takchcezyc.pl


Chce Ci się żyć? 2010-03-13

Zastanawiam się, co sprawia, że ludziom chce się żyć. Oczywiście zakładając, że CHCE im się żyć. Bo niektórym być może nie chce się, a że żyją to tylko kwestia rozpędu, którego kiedyś nabrali i jeszcze nie wyhamowali. Toczą się.

Ale co sprawia, że CHCE się żyć? Co jest motorem, paliwem życia? Ty wiesz?

Ja, żyję bo chcę i coraz bardziej żyję tak jak chcę żyć. Coraz bardziej czuję swoje życie jako swoje. Powoli, bardzo powoli zdejmuję maski, których mam bez liku na różne okazje. Gromadzę je od najmłodszych lat. Odkąd uzyskałem jako taką świadomość o co chodzi w tym życiu - według dorosłych oczywiście- robę sobię maski. Tak się już porobiło, że w pewnym momencie nie wiedziałem, kim i jaki naprawdę jestem. To udawanie ciągle kogoś innego, by dopasować się do sytuacji, do okazji, do ludzi których spotykałem, do ludzi z którymi żyję, sprawiło, że maski stały się cześcią mojego życia. Stały się mną. Taka wielowątkowa schizofrenia, społecznie akceptowana, ze względu na to, że 99% spłołeczeństwa na nią choruje, więc nie da się tego wyleczyć. Jest czymś z czym się po prostu żyje.

Ciężko się z tego wyleczyć, bo to grozi wieloma niedogodnościami, często odrzuceniem, potępieniem, oceną, osądami, skazaniem na banicję, wyrzuceniem poza nawias.
Jest inny niż my - mówią chorzy.
NIe jest ważne, że pokazał iż można wyleczyć sie z choroby. Ważne, że może stać się wyrzutem dla tych, którym nie starcza odwagi i chęci by samemu zacząć się z masek leczyć.

Chce mi się żyć coraz bardziej, bo odkrywam jak piękne jest moje życie. Jak niebanalne, niepowtarzalne, mimo popełnianych błędów. Odkrywam, że mogę być szcześliwy sam ze sobą, odkrywając dzięki innym fundamentalną prawdę, żę szczęście to nie coś, co czerpię z zewnątrz.

Szczęście to rezultat miłości, która emanuje ze mnie. To jak magiczna kuchania, w której wszyscy mogą najeść się do syta, bo wszystko, czego zapragnę, mam pod dostatkiem, mogę obdzielić tym wszytkich, którzy się pojawią.
To kuchnia w której serwowana jest miłość w przeróżnej postaci. Jej źródło bije we mnie. Nik nie musi jej przynosić. NIkt nie musi nic robić, by dostać taką porcję, jaką tylko potrafi "zjeść".
Ja mam przy tym wiele radości i szczęścia.


Dlatego chcę żyć. Jeszcze czasem mam problemy , bo źródło mojej miłości mi się zapycha, ale jest coraz lepiej i to sprawia, że coraz bardziej chce mi się żyć.
Myślę, że o to w życiu chodzi, by taką magiczną pełną miłości kuchnię prowadzić, gdzie każdy kto przyjdzie napełni sie miłością bez płacenia, robienia czegoś w zamian za nią, spełniania zachcianek dawcy, zmnieniania się wg wizji obdarowującego, poczucia obowiązku, że musi dać coś w zamian za miłość.

Chce mi się żyć, choć pod wieloma względami to życie dalekie jest od doskonałości. I nigdy doskonałe nie będzie. Ale za to może być pełne miłości. Takiej, kórej nigdy nie zabraknie. Takiej, która pozwoli mi być takim jakim jestem, bez całej sterty masek.
Miłości, która pozwoli innym być takimi jakimi są, bez konieczności zmiany wg mojego chcenia, czy wymagania.
Prawdziwa miłość nie wymaga, by inni się zmieniali.

Prawdziwa miłość pozwala im być takimi, jacy są.


Dlatego chce mi się żyć. Chcę żyć jak najdłużej, by jak najdłużej cieszyć się miłością.

Piotr
takchcezyc.pl


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]